Opis dojazdu i wejścia na najwyższy szczyt Norwegii Galdhøpiggen. Galdhøpiggen ma 2469 metrów wysokości. Na szczycie jest sezonowe schronisko.

Norwegia – Galdhøpiggen

norwegia

OPIS (Wikipedia):

Galdhøpiggen (2469 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Norwegii, Gór Skandynawskich i Półwyspu Skandynawskiego. Góra położona jest w pobliżu miejscowości Lom w Parku Narodowym Jotunheimen w łańcuchu górskim Jotunheimen.


Numer szczytu w/g wysokości korony europy: 18


Udokumentowana data wejścia: 28.05.2016 roku


Opis wejścia na szczyt:

Wejście na szczyt jest możliwe z 2 miejsc. Pierwsze to start ze schroniska Juvasshytta, drugie ze schroniska Spiterstulen. Z racji, że pierwsza możliwość to wejście typowo komercyjne z obowiązkowym przewodnikiem (patrząc  na ludzi z góry, wyglądają jak wielka stonoga) my wybieramy samodzielne wejście z drugiej opcji.

Do schroniska docieramy 27 maja po południu. Dojazd odbywa się prywatną drogą (płatną). Samochód można zostawić na parkingu przy schronisku. Wszystkie formalności załatwiamy w biurze schroniska. Po dokonaniu opłaty za przejazd wspomnianą drogą, parking i miejscem pod namiot zaczynamy rozbijać naszą bazę noclegową. Opłaty za namiot można uniknąć. W Norwegii można rozbijać się w dowolnym miejscu, byleby zachować odległość 100 metrów od zabudowań. Problem takiego rozwiązania to  brak toalety i wody.

Po długiej jeździe samochodem pragniemy jak najszybciej rozbić namioty, rozpalić ognisko i zjeść coś ciepłego. Rano czeka nas długie wejście na szczyt. Cały ten nasz poukładany proces przerywa duże, kopytne zwierzę z rogami, a nawet dwa duże zwierzęcia nazywające się potocznie reniferami. Renifer hmm, to ten od Św. Mikołaja, też tak myśleliśmy, jednak nikt z nas nie bardzo wiedział jak się  z nimi obchodzić. Najpierw pojawił się uśmiech na naszych twarzach „o natura”, w momencie kiedy renifer zaczął zjadać namiot to już ta „natura” zbiła nam uśmiech z twarzy. Stwierdziliśmy, że pewnie będzie bał się ognia, ale  renifer ochoczo wsadził swój wielki zad w ognisko (może też mu było zimno). Kiedy renifer stwierdził, że da buzi Łukaszowi, to doszliśmy do wniosku, że natura  pozostanie nam obca. Szybko  zapakowaliśmy się do auta.

Odszukawszy numer telefonu  do  biura schroniska wykonujemy połączenie. Jacek przedstawia zarys całej sytuacji i ku naszemu zdziwieniu Pani  odpowiada, że to nie są jej renifery i ona nie może nic zrobić. Może nam jedynie pożyczyć  swojego psa, bo jest to ponoć jedyne antidotum na nie. Po psa nie poszliśmy, ale po próbie wskoczenia renifera na maskę naszego samochodu kategorycznie stwierdziliśmy, że z żywą naturą nie chcemy mieć już dzisiaj nic wspólnego. Szybko wrzucamy odratowane namioty do samochodu i jedziemy na drugą stronę rzeki. Tu już nie ma żywej, kopytnej, chodzącej natury.

Po rozbiciu namiotów w nowym miejscu rozpalamy nowe ognisko, zjadamy kolację (godzina pierwsza w nocy, a jest całkiem widno) i powoli, po opadnięciu emocji z reniferami lądujemy w śpiworach w naszych namiotach.

Po porannej toalecie i zwinięciu namiotów powoli szykujemy się do próby zdobywania szczytu. Cała droga jest dość dobrze oznaczona z wymalowanymi czerwonymi znakami w formie litery T. Start szlaku zaczyna się od pokonania drewnianego mostku (z racji reniferów, ów mostek pokonaliśmy już w nocy). W pierwszej fazie podejścia idziemy po kamieniach dość szybko nabierając wysokości. Droga jest wijącą się, krętą, wydeptaną ścieżką. Po pokonaniu pierwszych trudności dochodzimy do pierwszego wzniesienia skąd widać panoramę  schroniska Spiterstulen.

Dalej kierując się w stronę wierzchołka Keilhaus Topp powinniśmy zobaczyć odległy szczyt. Kropiący deszcz oraz wisząca mgła uniemożliwia podziwianie odległego celu. Na tej wysokości zaczyna pojawiać się problem z widocznością szlaku. Śnieg i mgła mocno nas dezorientuje i robimy spore koło idąc na azymut. Sytuacja jak to w górach. Kierując się na widoczne formacje skalne, przebijając się przez śnieg, rozdzielamy się na dwie grupy, by za chwilę spotkać się na mocno kamienistym podejściu.

Do kolejnego wzniesienia dochodzimy po  wspomnianych kamieniach. Wejście na szczyt nie jest typowym pokonywaniem wysokości. By wejść na szczyt trzeba trzy razy wejść i zejść ze wzniesień pośrednich. Będąc na wierzchołku Keilhaus Topp stojąc frontem do szczytu podziwiamy zamglony lodowiec po lewej stronie z wielkimi szczelinami brzeżnymi, a po prawej „wielką stonogę” – czyli komercyjną wyprawę ze schroniska Juvasshytta. Teraz schodzimy w dół, by za chwilę znów wdrapywać się pod kolejne białe wzniesienie. Na drugim pośrednim szczycie robimy przerwę na jedzenie i picie. Po za mijającymi nas pojedynczymi osobami całe podejście należy do nas. Ostatni odcinek odbywa się w całkowitej mgle i drogą na orientację. Jedynie wydeptane ślady zdradzają kierunek marszu. Teraz następuje ostatnie zejście w dół by za chwilę pokonać już ostatnią trudność wspięcia się na szczyt.

Na szczycie znajduje się malutki schron, w większości przysypany śniegiem. W sezonie letnim można nabyć tu pamiątki lub napić się herbaty. Powyżej schronu jest szczyt z metalową lunetą. Plusy – jesteśmy sami na szczycie, minusy – kolosalna mgła uniemożliwiająca widoczność.

Po dokonaniu sesji zdjęciowej oraz uściskach zwycięstwa zaczynamy powoli szykować się do zejścia. Z racji dość słabej widoczności wracamy już w mocnym słońcu co bardzo wydłuża samą drogę. Ciągle ktoś z nas wpadał w śnieg po kolana lub pas, a wydobywanie się z uwięzi śniegu trwa w nieskończoność. Mocno zmęczeni i przemoczeni docieramy do mostku startowego. Cel osiągnięty.

Czas wejścia i zejścia (w sumie) 9,5h – zła widoczność, słabe warunki terenowe. Wejście szlakowe: 7,5h

Długość trasy: 12km


Napotkane trudności:

Droga na szczyt, dość łatwa technicznie, rozpoczyna się nieopodal schroniska Spiterstulen i biegnie m.in. przez Keilhaus Topp. Przy bardzo słabej widoczności czas drogi podejścia i zejścia strasznie się wydłuża. Należy mocno uważać, szczególnie przy zejściu po południu, gdyż roztopiony śnieg o tej porze roku jest strasznie miękki i pod nogami „mocno ucieka”.


Wymagany sprzęt:

  • wygodne buty, czapka, kurtka przeciwdeszczowa, okulary
  • woda, jedzenie szturmowe (szczególnie przy złej pogodzie, a co za tym idzie długim męczącym podejściu)

Koszty zdobycia szczytu:

  • koszty dojazdu (my dolecieliśmy samolotem do Bergen z Warszawy, potem wynajętym samochodem z lotniska do Spiterstulen)
  • koszty przejazdu przez prywatną drogę, parking i nocleg na polu namiotowym wyniósł 248 zł (przy 5 osobach i jednym aucie)

Video wejścia:


Dane wejściowe:

ślad gps, od ze schroniska Spiterstulen na Galdhøpiggen

ślad gps, od ze schroniska Spiterstulen na Galdhøpiggen


Galeria wejścia:

renifery w Spiterstulen

renifery w Spiterstulen

w drodze na Galdhøpiggen, w tle Keilhaus Topp

w drodze na Galdhøpiggen, w tle Keilhaus Topp

w drodze na Galdhøpiggen, w tle Keilhaus Topp

w drodze na Galdhøpiggen, w tle Keilhaus Topp

w drodze na Galdhøpiggen, w tle lodowiec

w drodze na Galdhøpiggen, w tle lodowiec

w drodze na Galdhøpiggen, w tle lodowiec

w drodze na Galdhøpiggen, w tle lodowiec

w drodze na Galdhøpiggen

w drodze na Galdhøpiggen

zasypane schronisko na szczycie Galdhøpiggen

zasypane schronisko na szczycie Galdhøpiggen

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.

szczyt Galdhøpiggen 2469 m n.p.m.


Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Translate »
Page generated in 0,985 seconds. Stats plugin by www.blog.ca
napisz ...